Prawidłowa praca serca wymaga obecności czterech zastawek serca, których funkcją jest zapobieganie cofaniu się krwi. Wyróżniamy: zastawkę aortalną − oddzielającą aortę od lewej komory. Każda z zastawek charakteryzuje się specyficzną budową, umożliwiającą jej wydajną pracę. Uszkodzenie ich struktury poważnie zaburza
Jak mówi Wikipedia, to "punkt na powierzchni Ziemi, który w stosunku do określonego punktu jest położony dokładnie po drugiej stronie planety, tj. na drugim końcu jej średnicy". Antypody mają szerokość geograficzną o tej samej wartości liczbowej, ale przeciwnej półkuli (północna - południowa). Zobacz także: Zwierzęta w
Ludzie-Pasje-Sukcesy odcinek 4 tytuł „Po drugiej stronie”Prowadzi: Adrian SzaryGość: Grzegorz Kowalczyk i Konrad Przerwa (muzycy zespołu Lustro) LUSTRO -P
Ból nadbrzusza. Zawał serca najczęściej kojarzy nam się z silnym bólem w klatce piersiowej. Czasem jednak ból zawałowy może się pojawić w jamie brzusznej, w jej górnej części. Najczęściej wtedy dochodzi do zawału ściany dolnej serca. Serce leży na przeponie, mięśniu oddzielającym klatkę piersiową od jamy brzusznej.
. — Jezu, ale tu brudno. Jęknął licealista, gdy zderzył się z prawdą przez postronnych obywateli zwaną potocznie prywatnym bałaganem. Szesnastolatek nie spodziewał się, że może być gorzej niż zazwyczaj, ale tak było. Dzień zapowiadał się jeszcze koszmarnej niż poprzedni. — Wydaje ci się — odparł jego serdeczny przyjaciel, jeszcze na wpół śniący, przewracając się na drugi bok na swoim łóżku. — Może w końcu posprzątałbyś ten bałagan, co? — zaproponował, przekraczając próg. — Tu nie ma jak oddychać — poskarżył się, gdy jego wyczulony węch, poczuł w powietrzu najróżniejsze zapachy – dym, alkohol, pot, a nawet śladową ilość spermy. — Cicho. Ten bałagan odzwierciedla stan mojego umysłu — wytłumaczył szybko Ace, starając się ignorować zaczepki swojego kolegi, dlatego wyobraził sobie, że to tylko mucha brzęczy mu za uchem. — No, ej, proszę o trochę kreatywności. Zaprzyjaźnij się z odkurzaczem — nalegał Sabo, marszcząc czoło na widok porozrzucanych butelek taniego wina. — Bardziej niż z tobą? — Ciemnowłosy chłopak zaciekawił się na tyle, aby podnieść o kilka centymetrów głowę do góry. — Chciałbym — mruknął Sabo, wycofując się znów na próg. — Zapomnij. Ace wrócił do pozycji wyjścia, wtulając się w pluszowego niedźwiadka, który był jego przyjacielem, jeszcze przed tym nim nauczył się operować trudnymi słowami, układać w miarę sensowne zdania i porozumiewać mową ciała, czyli X lat temu, a precyzując — piętnaście z kawałkiem. Zapadła chwila milczenia, którą po chwili odważył się przerwać Sabo. — Chociaż doprowadź się do stanu używalności. No wiesz, prysznic, szczoteczka do zębów, grzebień i te sprawy — wyjaśnił. Ace już chciał zapytać w jakich celach chce go Sabo użyć, mając nadzieję, że tych bardziej dynamicznych i wyskokowych, ale w porę ugryzł się w język. On tylko tak używa przyjaciela. Czasem, jak jest trochę bardziej uległy i chętny. — Dziękuję za twoje cenne rady, ale możesz sobie schować je do kieszeni spodni, najlepiej tylnej i ze specjalnymi dedykacjami dla mnie. Może powinien zaproponować posiłkowanie się tyłkiem? Stwierdził jednak, że ta opcja nie przejdzie mu przez gardło, z powodu śliny, która zgromadziła się w jego ustach, od nadmiernego, nocnego przebywania w ubikacji. — Twojej? Nie kuś nawet, pomyślał Ace, stwierdzając zdecydowanie, że Sabo powinien pójść grzeszyć w inne miejsce, ewentualnie spróbować z nim, pod warunkiem, że następnym razem, to coś w jego bokserkach nie będzie już tak strasznie pulsować od nadmiaru adrenaliny, jak ładnie ujął Portgas kilka miesięcy temu. — A chciałbyś? Nie mógł się powstrzymać, zważywszy na fakt, że u niego trzeźwe myślenie nie było w modzie, zbyt zaoferowane szkolnymi pierdołami i różnymi czynnikami, które doprowadziły jego umysł do stanu kastracji kilku szarych komórek na dzień. — Idź marzyć gdzieindziej. Sabo westchnął. Czasem miał dość tego człowieka, który miał czelność wtargnąć do jego życia i przewrócić go do góry nogami, wiedział jednak, że jego przyjaciel od siedmiu boleści już dawno zginąłby bez niego marnie – przeturlałby się do rynsztoku bądź obudziłby się pod przystankiem z luką w głowie i bez jednej nerki. Mimo że jasnowłosy odznaczał się pewnością siebie, nigdy nie szczędził na swój temat pochwałek i tak dalej, nie czuł tego bynajmniej przez wpływ swojego egoizmu. Po prostu wiedział, że Portgas D. Ace był jak dziecko, trochę duże, ale nadal raczkujące. — Jeśli ruszysz swoje cztery litery, dam ci lizaka — podsunął sprytnie Sabo. — Jakiego smaku? — Ace poderwał się nagle z miejsca, stwierdzając, że ta oferta była zbyt kusząca, aby nie skorzystać. Naturalnie tylko w jego szerokim pojmowaniu słowa lizak. — Truskawkowego, malinowego… jakiego tylko zechcesz — odpowiedział, wzruszając ramionami. — Wolałbym jednak lody — podzielił się swoją myślą na głos, a Sabo udawał tylko, że nie zauważył, jak Ace zatrzymał spojrzenie na jego kroczu. — Lody są zimne. Jest luty, mówi ci to coś, prawda? — Czasem czuł się po prostu jak jego rodzic, który miał za zadanie wyperswadować mu wszystkie głupie pomysły z głowy. — Ale, no… Ja chcę takiego ciepłego, od serca, rozumiesz, nie? Sabo nie mógł powstrzymać rumieńca, który zagościł na jego policzkach. Wiedział do czego jego przyjaciel zmierzał – ich wymiany zdań zawsze kończyły się w taki dwuznaczny sposób, że miał ochotę obrócić się na pięcie, wyjść i nigdy nie wrócić do paszczy lwa. Ale ufając teorii, że ludzie, którzy ciągle posiłkują się kolorowymi tabletkami tak po prostu mają, postanowił przymknąć oko na perswazję Ace’a. Portgas zarechotał dziko. — Masz niecenzuralne myśli. — Pokazał mu język. — Miałem na myśli czekoladowe lody, czaisz, nie? Zwinął się w kłębek i niemal od razu zmorzył go sen. Nie sprzeciwiałaby się, jakby Sabo dał mu skosztować tego bardziej cielesnego… * — Miarka się przebrała, Ace! — zawyrokował Sabo, celując w niego ostrzegawczo palcem. Tylko on miał tyle czelności, aby zwlec go z łóżka o drugiej w nocy, w połowie przerywając piękny sen o… Tę kwestię wolał jednak przemilczeć. — Ej, no. Nie dość, że jestem pijany w sztok, mam kaca jak stąd do końca świata, to jeszcze swoim wrzaskiem potęgujesz moją mę-kę — wydusił z siebie, zatykając uszy palcami. Spojrzał na swojego przyjaciela, przechylając głowę pod dziwnym kątem. — Ale wiesz co, Sabo? Masz na głowie skórkę z mandarynek czy coś — skwitował, po krótkich oględzinach. — Może to przeterminowany banan? — zamyślił się. — I co? Wyczuwasz w tym jakąś anomalie? — zapytał jasnowłosy z ironią, marszcząc nos. Ace mówił od rzeczy. Nie żeby to była jakaś nowość, on ciągle mówił nie na temat, ale Sabo miał wrażenie, że dziś przerósł samego siebie. Tylko sekundy dzieliły go od stracenia nad sobą panowania. — Nie ma w tym nic dziwnego — oświadczył, czochrając swoje przydługie, ciemne włosy. — Ace, w końcu powiedziałeś coś mądrego. Coś naprawdę mądrego — pochwalił go Sabo, zastanawiając się czy nie powinien zacząć bić mu brawa. — Dlaczego się powtarzasz? — Portgas próbował się podnieść z brukowanej kostki, ale skończyło się tym, że znów stłukł sobie pośladki. Na jego piegowatej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. — Chcę pobudzić twoje sfiksowane szare komórki do myślenia, Ace — wyjaśnił cierpko. — Dziękuję, że ciągle przypominasz mi jak mam na imię — burknął Portgas, chowając twarz w dłoniach, aby kolorowe neony przestały atakować jego wrażliwie i już załzawione oczy. — Nigdzie nie idę. — Udał obrażonego. — Idziesz — zawyrokował Sabo, głosem nieznoszącym sprzeciwu. * — Ej, Sabo…? — Czego? — Wiesz, kto mieszka po drugiej stronie serca? — Nie mam pojęcia. — No pomyśl. Wysil choć trochę swoją mózgownice. — Nie — Cechujesz się naprawdę wyjątkową odpornością na zdobywanie wiedzy, bezmózgowcu — burknął niepocieszony Ace. Przyganiał kocioł garnkowi, mruknął w myślach Sabo, gdy Portgas bezwstydnie wykradł mu kolejny tego dnia pocałunek. Z zachowania przypominał klasycznego, napalonego erotomana, który zrobi wszystko, aby zdobyć swój cel. — Wiem jedno, Ace. W moim sercu mieszkasz tylko ty — mruknął tak cicho, aby Ace, zajęty swoim pokrętnym myśleniem, nie zdołał tego usłyszeć. Wiedział, że już nigdy nie odważy się powiedzieć tego na głos. No, może do czasu, kiedy Ace znów nie poczęstuje go kolorowymi tabletkami, dlatego cieszył się jak diabli, że zdobył się na odwagę. Zręczne długie palce Ace’a badały teraz każdy skrawek jego ciała, przez które przechodziły od czasu do czasu niekontrolowane dreszcze. Sabo już sam nie wiedział, jak blisko jest granica pomiędzy miłością a przyjaźnią, gdy ciemnowłosy postanowił pobawić się odrobinkę jego wargami. Cholera jasna, miał z tym wszystkim skończyć! I co z tego, że szaleje za tym bezmyślnym dzieciakiem już od przedszkola? Kurwa, kurwa, kurwa. Klął w myślach, gdy na Ace rozchylił usta w ładnym uśmiechu. Serce podskoczyło mu do gardła, gdy poczuł ciepłą dłoń przyjaciela na mięśniach brzucha. Reszta to milczenie, pomyślał, gdy Ace złożył na jego szyi łapczywy pocałunek, ssąc prowokacyjnie jego skórę. Sabo zamknął oczy, chcąc to jak najlepiej zapamiętać. Cholerne kolorowe tabletki, mruknął pod nosem, gdy poczuł silny uścisk na swojej męskości i ciepły oddech, owijający kark. – Jejku, Sabo… Nawet jak jęczysz, używasz skomplikowanych słów. Czuję się przy tobie jak analfabeta. Ace, przecież jesteś analfabetą, pomyślał, ale nie chciał, aby przestawał, dlatego wolał nie dzielić się tym spostrzeżeniem na głos. Portgas D. Ace prowokował bardzo, tak bardzo, że Sabo zagryzł wargę i postanowił wykorzystać jak najlepiej tę chwilę upojenia narkotykowego, która na pewno dwa razy się nie zdarzy. — Wiesz, że dziś są walentynki, ne? Skończmy to szaleństwo z wielkim BUUUM — szepnął mu cicho przyjaciel do ucha, nadgryzając jego płatek i akcentując „buuuum”, które niemal eksplodowało w jego w głowie, odbijając się od czaszki. Resztę postanowił zwalić na efekt uboczny ich pierwszego spotkania. Koniec.
Co się dzieje z duszą po śmierci, Jak skontaktować się ze zmarłym oraz śmierć kliniczna – czyli co jest po drugiej stronieChyba każdy zastanawia się co nas czeka po tamtej stronie czyli po śmierci..Takie pytania nasilają się wtedy gdy w naszej rodzinie pojawi się poważna choroba której nie możemy pokonać, lub nieoczekiwana śmierć. W naszym sercu i duszy pojawia się nie opisany ból, którego nie da się bolesne przeżycia zaczynają zmieniać w nas dosłownie ważne w jakim jesteśmy wieku oraz jaką religie wznajemy..Wiemy jedno że dusza po śmierci opuszcza ciało. Po naszych bliskich zostają: fotografie i wspomnienia które z roku na rok zaczynają to przemijajacy czas który zabiera przeszłość a otwiera teraźniejszość i przyszłość. Jego potęga władania jest w każdym wymiarze czasowym..Więc i my znajdujemy się w jego magicznym kręgu czyli czas naszego przyjścia i odejścia.. Niektórzy mogą otrzymać 2 letni bonus życia.. My możemy w jego władaniu przeżyć ten nasz limit czasowy jak tylko go dobrze wykorzystać otrzymujemy podpowiedzi, wskazówski, talenty oraz jak to wszystko wykorzystamy zależy tylko od nas to jest nasze życie i nasz się o tym pod koniec swojej wędrówki czyli gdy Twoja dusza opuści ciało. A co się dzieje dalej? Jest wiele różnych spekulacji na temat życia po śmierci, ja przedstawię wam historię którą opowiedziała mi bliska osoba która odszła z tego duch powrócił na ziemię na trzy dni w rocznicę swojej śmierci, dostał czas by odwiedzić te miejsca za którymi tęskni i te osoby które kochał. Miał możliwość porozmawiać tylko ze mnią ponieważ inni go nie słyszą ani nie widzą. Miał odczucie że się przerażająco boją kiedy się tylko próbował do nich zbliżyć więc odwiedził ich z takiej odległości by ich nie przerazić i nie wystraszyć. Jego wygląd był nieco młodszy taki jakiego go zapamiętałam a tonacja głosu tylko trochę przypominała jego naturalny głos. Stał blisko mnie a słyszałam jak by był bardzo daleko i czułam że mówienie sprawia mu duży wysiłek nie mówiąc już o emocjach. Przez trzy dni nasza dusza będzie blisko ciała, to jest ten czas by w skrócie zobaczyć naszą przeszłość i pożegnać te miejsca które dla nas stanowiły wartość oraz ukryć swoją energię. W czwartym dniu pojawia się lśniąca kula w kształcie podobnej do windy, ale nie wszystkie duszki chcą do niej wejść. Jednych blokuje miłość, tęsknota i to że tak wcześnie muszuą odejść a mieli wiele planów i niespełnionych marzeń. Innych blokują najbliżsi, którzy nie pozwalają im odejść. Niestety, takie targowanie się z czasem nikomu nie wychodzi na dobre, bo kiedy odjedzie ich lśniąca kula zostaną na ziemi i zaczną się stają się mało widoczni i niepotrzebni bez ciała. Przez to niektórzy stają się uciążliwi, złośliwi i agresywni. Skutki tego zaczynają dostrzegać ci którzy zaczeli układać sobie życie na nowo..- bez inni błakając się szukają pustej lśniącej kuli by ich zabrała tam gdzie ich kiedy im się to uda? Trudno jest powiedzieć bo jest ich zbyt również Ci co powracają do żywych, bo weszli tylko w tak zwany tunel śmierci. My to nazywamy śmiercią kliniczą,w nim nie ma lśniącej kuli by ich przeniosła, w nim można zobaczyć tylko zarys tego świata do którego zmierzamy. Lśniąca kula z duszkami przemieszcza się w takie nietypowe miejsce które podzielone jest na pięć tak zwanych baz. Możemy je określić jako poczekalnie. Wyglądem przypominają zieloną łąkę której w koło opasana jest tęczą ona stanowi pomost dla tych co są już nauczycielami lub aniołami ,jej barwa zmienia się w zależności od tego jak ludzie niszczą siebie nawzajem i otaczającą przyrodę. Pożywieniem jest pokarm podobny do mgły który zawiera w sobie energię życia i po podróży mają czas by sobie uświadomić i ocenić jak przeżywali swoje ziemskie życie, co dawali z siebie i co zabierali innym, Dlaczego? Najpierw oceniali się sami a jeżeli zrobili to uczciwie, to dostawali szansę by ponownie odwiedzić bliskich i wszystkie te miejsca na ziemi za którymi tęsknią i byli szczęśliwi. A w nagrodę do puki nie przyjdzie ich ponowny czas narodzin będą mogli odwiedzać ziemię raz w roku na trzy dni w rocznicę ich śmierci. Oni otrzymają ponowne życie tak jak by w lepszym miejscu na świecie i ciało będą mieli silniejsze. Dla tych co nie zrobili tego uczciwie z powodu strachu lub wstydu czas przenosi ich w przeszłość by mogli ponownie zobaczyć jak oszukiwali innych a przedewszystkim siebie. Czyli do czego byli zdolni: znęcania się, zabijania, gwałtów i niszczenia wszystkiego co potrzebne jest do życia na ziemi. W taki sposób nauczyciele Magii życia wskazywali im następny etap swijego wcielenia – czyli w jakie ciało i miejsce powędruje ich dusza. Wszystko po to by pomóc im zrozumieć jak to przeżywa się na własnym ciele i duszy. Kiedy nadchodzi ich czas by ponownie powrócić na ziemię to znowu w nich narasta strach który zmienia się w przeraźliwy płacz. Ponieważ widzą i czują jak lśniąca kula zaczyna ich powoli wciągać. To w niej zanim otrzymają ciało, blokuje się im pamięć i czyści umysł by mogli od nowa uczyć się życia. Dlatego kiedy się rodzimy ponownie na ziemi zostaje nam tylko w pamięci przerażający płacz. Natomiast są też wyjątki – kiedy poznajemy ludzi lub przypominamy sobie miejsca w których byliśmy i żyliśmy, tak się dzieje na ostatnim naszeym etapie czyli piątym. Po takich pięciu etapach lub stopniach nasza dusza jest już gotowa by sama mogła decydować kiedy i w jakim ciele może się ponownie narodzić na ziemi, To pomaga nam zwiększać swoje zdolności nadprzyrodzone i stawać się nauczycielami lub posłańcami z nieba oraz aniołami. Potrafiącymi przy małej pomocy odszukać wszystkie swoje wcielenia i miejsca oraz pozostawioną, ukrytą energię. Bo życie to Magia w niej dokonują się czary, które potrafią zabierać nam ciała i pamięć. Wszystko to by ponownie obdarować nas tym na co zapracujemy – czyli na radość i szczęście lub ból i cierpienie. A jak to przeczytasz i ocenisz to jest wyłącznie twoja to na prośbę bliskiej mi osoby która odeszła z tego świata jego duch powrócił na ziemię na trzy dni w rocznicę swojej śmierci. Prawdopodobnie odwiedził nas po raz ostatni bo czeka na niego nowe ciało. To były ostatnie jego słowa. Zapraszm do dyskusji o waszych przeżyciach i nietypowych sytułacjach to może pomóc zrozumieć innym że nie są sami a w dodatku utwierdzi ich że nie zwariowali. Opisując swoją historię nie tylko pomożesz sobie ale i tym co odeszli w jaki sposób – napisz a chętnie Ci podpowiem za darmo. Ponieważ emocje i przeżycia nie są przeliczalne na jeżeli szukasz kontaktu z osobą zmarłą to też nie ma na to ceny tylko darowizna która zostanie przeznaczona na wydrukowanie mojej książki. Pozdrawiam, Wróżka M e-mail: wrozkam@ Jeśli sam nie jesteś w stanie odpowiedzieć sobie na wiele pytań, masz problem którego nie umiesz rozwiącać to czekam na Twoją wiadomość. Chętnie pomogę. Pamiętaj pierwszy email jest za darmo – wrozkam@ Jeśli spodobał Ci się mój wpis „Co się dzieje z duszą po śmierci, Jak skontaktować się ze zmarłym oraz śmierć kliniczna – czyli co jest po drugiej stronie ” powiedz o nim swoim znajomym. Z uwagi na to, że wystąpiły próby kopiowania moich artykułów zaznaczam, że prawa autorskie są zastrzeżone.
Szpital Najświętszego Serca Jezusa w Katondwe to jedyna placówka medyczna w promieniu setek kilometrów. Przyjmuje pacjentów przybywających z każdego z Zambii, Mozambiku i Zimbabwe. Po drugiej stronie równika, w Afryce Południowej, leży zambijska wioska Katondwe. To trudny teren do życia i pracy. Najbliższe miasto, Lusaka, znajduje się 260 kilometrów dalej. W okolicy dominują bieda i głód. Warunki atmosferyczne nie ułatwiają przetrwania, a w porze suchej, która trwa ponad sześć miesięcy, temperatura sięga nawet 45 stopni Celsjusza. To tutaj od kilku dziesięcioleci działa Szpital Najświętszego Serca Pana Jezusa (Sacred Heart Hospital) prowadzony przez Siostry Służebniczki Starowiejskie. Pacjenci przychodzą sami Każdego dnia w kierunku Katondwe zmierzają kolejni ludzie. Idą czasem przez kilka dni lub godzinami czekają przy drogach na możliwą podwózkę. Niosą ból otwartych ran zadanych przez dzikie zwierzęta, cierpienie przewlekłych chorób lub nagły atak stanów zapalnych. Szpital Najświętszego Serca Jezusa w Katondwe to jedyna placówka medyczna w promieniu setek kilometrów. Umiejscowiony jest w kącie Zambii, w jednym z najuboższych fragmentów państwa, między granicami z Mozambikiem i Zimbabwe. Przyjmuje pacjentów przybywających z każdego z tych trzech krajów. Tych, którzy nadciągają niedawno wyasfaltowaną drogą i tych, którzy przedostają się przez rzekę Luangwa. Dziecko z malarią przyniesione przez przerażonego ojca. Ciężarną kobietę, która dotarła w ostatniej chwili rozwiązania. Mężczyznę, którego przez trzy dni marszu nie pokonało zapalenie otrzewnej. Wszystkich, bez względu na pochodzenie i wyznawaną religię, których przyprowadziła wiara, że na miejscu znajdą ratunek. Szpital Najświętszego Serca Pana Jezusa (Sacred Heart Hospital) prowadzony przez Siostry Służebniczki Starowiejskie. Archiwum sióstr Codziennie przez 24 godziny W tej chwili szpital w Katondwe może przyjąć około 100 pacjentów na oddziałach: kobieco-dziecięcym, męskim oraz zakaźnym. Szpital posiada salę operacyjną oraz własne laboratorium. Oprócz tego w ciągu dnia działa zabiegowa izba przyjęć i jest otwarta apteka. Na terenie szpitala znajduje się kaplica, gdzie regularnie odbywają się msze. Szpitalem zarządzają siostry ze Zgromadzenia Służebniczek Najświętszej Maryi Panny w Starej Wsi. Na ich czele stoi dyrektorka szpitala, s. Mirosława Góra, jedyny stały lekarz w zespole i jednocześnie chirurg ogólny. Pozostałe siostry to wykwalifikowane pielęgniarki, z tym że opieka nad chorymi, to nie jedyna funkcja jaką pełnią. Rzeczywistość sprawia, że przyjmują na siebie również role administratorek, zaopatrzeniowców lub farmaceutek. Przez cały czas siostry wspiera lokalny zespół pielęgniarski, który z oddaniem przyjął rozszerzone obowiązki. Wszyscy są przygotowani do pracy w warunkach, w których – jeżeli nawet znajdą się sami – będą w stanie pomóc pacjentowi w jak największym zakresie. Niestety, to wciąż zbyt mało osób, aby obsadzić wszystkie potrzebne etaty. Na szczęście do Katondwe okresowo przyjeżdżają lekarze różnych specjalizacji i wolontariusze nie tylko z Polski, ale z całego świata. Okolica trudna do życia i pracy Katondwe leży w dolinie, w której rolnictwo nie ma racji bytu. Względnie rośnie tutaj kukurydza, natomiast inne uprawy są tak znikome, że nawet nie zaspakajają potrzeb mieszkańców. Całą żywność należy kupić i sprowadzić. Ludzie najczęściej jedzą jeden posiłek dziennie, głodują. Na życie zarabiają wyrabianiem mat i koszyków wiklinowych oraz rybołówstwem. Złowione ryby suszą i sprzedają. Połowy często kończą się tragicznie ze względu na krokodyle pływające w jednej rzece lub stada hipopotamów kąpiące się w drugiej. Ofiary spotkań ze zwierzętami trafiają do szpitala. Po żywność przynajmniej raz w miesiącu jeżdżą też Siostry Służebniczki. Jadą również po krew, bo przecież szpital bez krwi nie istnieje. Bank krwi nawet w stolicy nie dysponuje odpowiednimi rezerwami. Składa się na to wiele czynników, jednym z nich jest powszechność HIV. Inny, to brak wiedzy o potrzebach wśród potencjalnych dawców. Dlatego siostry przeprowadzają akcje uświadamiające w lokalnych szkołach. Po każdej z nich udaje się uzyskać chwilowe zapasy. Worki z krwią zostają w szpitalu, jedynie próbki zabierane są do badań. Gdy siostry dostają wyniki, wiedzą, które worki trzeba wyrzucić, a które można zostawić i bezpiecznie podać krew potrzebującemu pacjentowi. Po żywność przynajmniej raz w miesiącu jeżdżą też Siostry Służebniczki. Jadą również po krew, bo przecież szpital bez krwi nie istnieje. Archiwum sióstr Warunki a praca szpitala Szpital Najświętszego Serca Pana Jezusa był rozbudowywany stopniowo, a powstawanie poszczególnych oddziałów rozwijało się w ramach potrzeb. I tak na przykład odział kobiecy został połączony z oddziałem dziecięcym z powodów praktycznych: ze względu na braki w personelu, dziećmi zajmują się tutaj same matki. Przy szpitalu funkcjonuje schronisko dla kobiet ciężarnych, które przybyły z odległych terenów. Przyszłe mamy tworzą tam wyjątkową wspólnotę, gdzie mieszkają, gotują, zajmują się sobą i wspólnie oczekują chwili porodu. Przy szpitalu siostry otworzyły przedszkole, gdzie najbardziej ubogie dzieci mają stałą opiekę. Jeszcze kilka lat temu szpital po zmroku tonął w ciemnościach. Z powodu braku funduszy generator mógł pracować jedynie trzy godziny na dobę, a lampy solarowe były zbyt słabe na wydajną pracę dłuższą niż dwie godziny. To utrudniało podawanie leków, komplikowało wykonywanie nagłych zabiegów w nocy. Jedynym miejscem gdzie, zawsze utrzymywano stałe oświetlenie była sala operacyjna. Do dziś udało się wymienić cały system solarowy i podciągnąć stały prąd. W tym roku udało się również wykopać nową studnię, zainstalować zbiornik i ciąg rur, dzięki czemu w części szpitala jest już dostęp do stałej wody. Przez wszystkie lata funkcjonowania szpitala i swoją pracą siostry zdobyły zaufanie społeczności. Wiadomość, że do sióstr można przyjść zawsze i to nie tylko z problemami zdrowotnymi, przekazywana jest z ust do ust. Pomoc ludzi dobrej woli Siostry Służebniczki Starowiejskie dokonały w szpitalu w Katondwe naprawdę wiele i można wierzyć, że na tym nie poprzestaną. Żadna z sióstr nie ukrywa swoich marzeń. Każda z nich chciałaby, aby placówka rosła w siłę, powiększała zakres usług, zwiększała zakres kompetencji personelu, a także poprawiała infrastrukturę szpitalną. Aktualnie ich głównym celem jest wybudowanie i pełne wyposażenie sali RTG. Wytrwale pracują też nad tym, aby zapewnić członkom zespołu lekarskiego i pielęgniarskiego odpowiednie warunki mieszkaniowe. Zdają sobie sprawę, że bez pomocy z zewnątrz nie będzie to wszystko możliwe. Nieustannie walczą zatem o pomoc rządu Zambii oraz o dotacje z organizacji dbających o podniesienie poziomu opieki zdrowotnej w krajach afrykańskich. Zwracają się do instytucji i osób prywatnych. O swoich dokonaniach i małych sukcesach informują na bieżąco na stronie szpitala –
WOJCIECH ZATWARNICKIUsłyszałam krzyk leżącej obok mnie kobiety: - Ratujecie ją! Ona umiera! A potem był już tylko wszechogarniający spokój. Ten spokój towarzyszy mi do Izabela Wisz z Rzeszowa nigdy nie straciła poczucia humoru, mimo że życie jej nie rozpieszczało. Od lat choruje na serce. Dwa lata temu po raz kolejny trafiła na przymusowe szpitalne leczenie. Jej stan był poważny. Medycy z rzeszowskiego Szpitala Miejskiego stwierdzili niewydolność krążenia. Pacjentkę podłączono do aparatury wspomagającej pracę serca i oddychania. Na oddziale intensywnej terapii razem z nią leżały jeszcze trzy inne pacjentki. I nadszedł ten październikowy dzień...- O 8 rano do naszej sali wkroczyli lekarze na rutynowy obchód. Nagle poprzez szum aparatury usłyszałam przeraźliwy krzyk kobiety leżącej na sąsiednim łóżku: - Ratujcie ją! Ona umiera!Potem były już tylko wszechogarniający spokój i obrazy. Obok przechodziły postaci w bieli. Było ich wiele, bardzo wiele. Szły w milczeniu. Nie widziałam ich twarzy. Czułam jedynie ich bliskość i ciepło, jakim emanują życzliwe nam nogą na tamtym świecie"Po co żeście mnie ratowali".- To były pierwsze słowa, jakie podobno wypowiedziałam po odzyskaniu przytomności. Ocknęłam się obolała. Od lekarzy i współtowarzyszek dowiedziałam się, co się działo, gdy moje serce przestało bić. Medycy stwierdzili śmierć kliniczną. Błyskawicznie i - jak się okazało w samą porę - rozpoczęli reanimację. Strasznie, podobno, mną poniewierali. O tym, co czułam w momencie, gdy jedną nogą byłam już na tamtym świecie, nie wspominałam nikomu. No... może tylko lekarzowi, który się mną opiekował. Długo i uporczywie dopytywał, co czułam w momencie kryzysu. Wiele czytał na ten temat. Sporo słyszał od pacjentów. Śmieć kliniczna to przecież szpitalna zaczyna się nieskończonośćPo powrocie do domu przywrócona do życia pacjentka zaczęła na nowo analizować przeżycia, zastanawiać się, co znaczą widziane obrazy. A może te postacie to lekarze? Było ich jednak wiele. O wiele za dużo, jak na ekipę lekarską, która ją ratowała. Pojawiło się wreszcie coś, czego, posługując się ludzką logiką, nie potrafiła wytłumaczyć...- Odzyskałam wewnętrzny spokój i pogodę ducha. I wreszcie przestałam się bać. Wbrew wszystkiemu i mimo wszystko. Taki prezent na do widzenia. Kiedyś byłam kłębkiem nerwów. Łatwo i szybko można mnie było wyprowadzić z równowagi. Dzisiaj po prostu przyjmuję życie takim, jakie jest. Jak to mówią młodzi -"pełny luz". To określenie dość precyzyjnie wyraża mój stosunek do spraw, które tak niedawno mnie sytuacja zdarzyła się choćby tydzień temu. Złodziej ogołocił jej torebkę z 600 złotych. - Ale nie wylewałam krokodylich - zapewnia Izabela jeszcze pozostało po pamiętnej podróży w zaświaty?- Lubię patrzyć w chmury. Dlaczego? Nie wiem. Może tam się zaczyna nieskończoność...Bądź blisko, kiedy człowiek umieraŻycie pani Izabeli nie było usłane różami. Strata córki, śmierć męża potrafiły skutecznie zadławić wiarę w lepsze życie. Ostatnią, bliską jej osobą była matka. Długo Przesiadywałam w szpitalu przy jej łóżku dzień i noc. Pewnego dnia ordynator chciał wyrzucić mnie z pokoju: Proszę natychmiast wyjść! Przeszkadza pani lekarzom i innym chorym - krzyczał. Mimo to pozostałam przy umierającej mamie, zza cichą aprobatą pozostałych lekarzy. Mama była nieprzytomna. Pomimo to mówiłam cały czas do niej. Trzymałam za rękę. Na chwilę przed śmiercią otworzyła szeroko oczy popatrzyła na mnie całkowicie przytomnie i pogodnie. Jakby się uśmiechała. Nagle wzrok jej znieruchomiał. Zobaczyłam śmierć z bliska. Dotykałam jej wraz z ostatnim uściskiem ręki mojej mamy. Wtedy było to odczucie bardzo irracjonalne. Może zbyt bolesne, by zechcieć tak od razu zaakceptować to odejście. Wiedziałam jednak, że moja bliskość była wtedy kontra agoniaW dzisiejszych czasach - zdaniem Izabeli Wisz - śmierć stała się anonimowa, bezosobowa. Umierający pozostają sami ze swoim przerażeniem, samotnością. Często towarzyszy im jedynie zawodowa uprzejmość personelu medycznego. Rodziny wypraszane są ze szpitalnych sal, bo przeszkadzają lekarzom i pielęgniarkom. Rutyna wygrywa z Izabela wspomina dni, kiedy umierał papież. Także potrzebował obecności przyjaciela, który potrzyma go za Chciał pokazać nam wszystkim, że śmierci nie można chować za szpitalne parawany. Nawet on potrzebował wtedy czyjejś bliskości. A przecież, jak nikt inny, był za pan brat z Panem który wyrzucał mnie od umierającej mamy, nadal pracuje. Spotkałam go nieco później na pogrzebie jego matki. Płakał jak bóbr. Może coś wreszcie zrozumiał...***Izabela Wisz podczas swej podróży w zaświaty przeżyła jeszcze coś... Ale to jej słodka tajemnica. - Powiem tylko tyle - tam na górze z pewnością nie lubią Śmierć? Już się jej nie boję - mówi Izabela WiszCo to jest śmierć klinicznaDr n. med. Marek Sienicki, ordynator oddziału wewnętrznego i kardiologii w Szpitalu Miejskim w Rzeszowie:[obrazek7] (fot. WOJCIECH ZATWARNICKI)- To stan, kiedy dochodzi do zaniku klinicznych objawów życiowych, samodzielnego oddychania. Ustaje praca serca. Zatrzymane zostaje krążenie Pius XI stwierdził, że śmierć jest nieodwracalną utratą tego, co nazywamy istota życia. Lekarze doszli do wniosku, że tą istotą życia jest śmierć mózgu, przede wszystkim pnia mózgu.
co jest po drugiej stronie serca